Niedawno (maj 2025) miała miejsce debata pomiędzy Jordanem Petersonem, popularnym kanadyjskim psychologiem, i dwudziestoma ateistami, którą zorganizował kanał Jubilee.
Owa debata zatytułowana początkowo ‘1 Chrześcijanin kontra 20 Ateistów’, zakończyła się, według mojej opinii, kompletną porażką Jordana Petersona.
Zaznaczyłem, że początkowo, ponieważ z powodów wyjaśnionych dalej, tytuł debaty został zmieniony na ‘Jordan Peterson kontra 20 Ateistów’.
Najbardziej wyrazistym momentem tej debaty, był ten, gdy Jordan podczas wymiany zdań z młodym mężczyzną o imieniu Danny, powiedział do niego ‘Jesteś naprawdę kimś wyjątkowym’ [ang. „You’re really quite something”], a na to ten odpowiedział: ‘Jesteś naprawdę nikim’ [ang. „You’re really quite nothing”].
Mówiąc do Jordana Petersona te słowa, Danny odniósł się do odmowy przez Jordana odpowiedzi na pytanie, czy jest chrześcijaninem.
Ten moment debaty stał się hitem Internetu, oglądanym przez ogromne liczby ludzi i wyświetlanym przez wiele kanałów.
Podczas debaty Jordan Peterson przedstawił cztery główne tezy, które miały na celu zakwestionowanie ateistycznego światopoglądu:
- Ateiści odrzucają Boga, którego nie rozumieją
Peterson argumentował, że wielu ateistów odrzuca koncepcję Boga, nie mając pełnego zrozumienia tego, co naprawdę odrzucają. Często ich sprzeciw dotyczy uproszczonych lub zniekształconych wyobrażeń o Bogu, a nie głębokich, teologicznych koncepcji obecnych w tradycjach religijnych.
- Moralność i celowość nie mogą być wywiedzione wyłącznie z nauki
Peterson podkreślił, że nauka, choć potężna w opisie świata fizycznego, nie dostarcza odpowiedzi na pytania o sens życia czy podstawy moralności. Uważał, że te aspekty ludzkiego doświadczenia wymagają odniesienia do wartości transcendentnych, często zakorzenionych w religii.
- Każdy coś czci, nawet ateiści
Według Petersona, wszyscy ludzie mają „najwyższą wartość” lub „ostateczną troskę”, wokół której organizują swoje życie. Dla niektórych może to być Bóg, dla innych ideały takie jak wolność, postęp czy nauka. W tym sensie, nawet osoby niereligijne angażują się w formy „czci” lub „kultu”.
- Ateiści akceptują wartości moralne wywodzące się z chrześcijaństwa, ale odrzucają ich religijne podstawy
Peterson zauważył, że wiele wartości, które są powszechnie akceptowane w społeczeństwach zachodnich, takich jak równość, prawa człowieka czy godność jednostki, ma swoje korzenie w tradycji judeochrześcijańskiej. Jednak wielu ateistów przyjmuje te wartości, nie uznając ich religijnych fundamentów.
Pomimo tego, że tezy postawione przez Petersona same w sobie były wartościowe i przez to stanowiły dobry punkt wyjścia dla debaty, to wszystko zostało zniweczone przez niestandardowe definiowanie terminów zawartych w tych tezach przez Jordana.
Okazało się, że zarówno Boga, jak i wiarę czy wielbienie, Jordan Peterson nie rozumie w kategoriach chrześcijańskich, lecz przypisuje im znaczenia bliższe psychologom czy filozofom.
Kim jest Bóg według Jordana Petersona?
Jordan Peterson mówi o Bogu często i z wielkim szacunkiem. Uważa, że ludzkość nie może żyć bez idei Boga. Ale gdy zagłębimy się w jego słowa, widzimy, że nie mówi o Bogu jako osobie, lecz jako o symbolu – najwyższej wartości, głosie sumienia, archetypie porządku i źródle sensu.
Dla Petersona Bóg to coś, co istnieje w nas, co sami projektujemy, by kierować się ku dobru. To uosobiona świadomość moralna, która prowadzi człowieka przez życie. Mówi, że „zachowuje się tak, jakby Bóg istniał”, ale nie mówi, że Bóg naprawdę istnieje jako żywa, działająca osoba.
Tymczasem Biblia przedstawia Boga zupełnie inaczej. Bóg Biblii nie jest ideą. Jest Stwórcą nieba i ziemi, osobą, która mówi, działa, kocha i sądzi. Nie pochodzi z wnętrza człowieka — to człowiek pochodzi od Niego. Ten Bóg zna każdego z nas, słyszy modlitwy, przebacza grzechy, posłał swego Syna, by nas zbawić.
Peterson daje człowiekowi inspirację do moralnego życia. Biblia daje człowiekowi nowe życie – przez łaskę, nie przez wysiłek. W ujęciu Petersona Bóg prowadzi do porządku. W ujęciu biblijnym – do relacji, miłości i zbawienia.
Czym jest wielbienie według Jordana Petersona?
Dla Petersona wielbienie to nie modlitwa, nie pieśń, nie adoracja osoby Boga. Wielbienie to raczej postawa serca i umysłu, która wyraża się w trzech elementach: uwadze, priorytecie i ofierze.
Mówi, że to, czemu poświęcasz swoją uwagę – to, czemu podporządkowujesz swoje decyzje – i to, dla czego jesteś gotów coś poświęcić – to właśnie wielbisz. W ten sposób każdy człowiek, świadomie lub nie, czemuś oddaje cześć. Może to być kariera, ideologia, rodzina, lub … idea Boga.
Peterson przekonuje, że jeśli nie oddajesz czci najwyższej wartości, czyli czemuś większemu niż ty sam – to oddajesz ją czemuś niższemu. A to prowadzi do upadku. Dlatego zachęca, by „wielbić to, co najwyższe” – czyli to, co porządkuje życie i nadaje mu sens.
Ale to „najwyższe” niekoniecznie musi być osobowy Bóg. Może być pojęciem. Może być sumieniem. Może być porządkiem.
W ten sposób wielbienie u Petersona staje się aktem psychologicznym i egzystencjalnym – nie relacją, ale postawą. Nie zwróceniem się do Boga jako Ojca, lecz skupieniem się na tym, co ma największe znaczenie. To oddanie czci nie przez modlitwę, ale przez życie uporządkowane, sensowne i ofiarne.
W przeciwieństwie do tego, biblijne wielbienie jest spotkaniem z żywym Bogiem. Jest odpowiedzią człowieka na Bożą miłość, łaskę i obecność. To nie tylko decyzja serca, ale też akt relacji – modlitwa, pieśń, poddanie, ufność. Wielbienie w Biblii zawsze zakłada, że Bóg istnieje, działa i jest obecny.
Czym jest wiara według Jordana Petersona?
Wiara – według Jordana Petersona – nie zaczyna się od przekonania o istnieniu Boga. Nie opiera się na dogmacie, objawieniu czy doktrynie. Zamiast tego, wyrasta z życia: z walki człowieka o sens, o prawdę, o przetrwanie w świecie pełnym cierpienia. Wiara to postawa, a nie wyznanie.
Peterson mówi o wierze jako o odważnym akcie zaufania wobec istnienia – mimo jego chaosu i niepewności. To gotowość, by zachowywać się tak, jakby najwyższe dobro istniało. Jakby prawda miała znaczenie. Jakby życie miało sens. I nawet – jakby Bóg istniał.
To słynne „act as if God exists” – „postępuj, jakby Bóg istniał” – jest dla Petersona sednem wiary. Bo nawet jeśli nie możesz pojąć Boga rozumem, możesz żyć tak, jakby był. Możesz mówić prawdę. Możesz nie ulegać cynizmowi. Możesz składać ofiary, by iść ku dobru.
Wiara, w tym ujęciu, nie jest pewnością – jest walką z rozpaczą. To codzienna decyzja, by nie zrezygnować z odpowiedzialności. By nie ulec nihilizmowi. By mimo wszystko zaufać, że to, co najwyższe, jest realne – albo przynajmniej, że warto żyć tak, jakby było.
Ale ta definicja wiary – choć inspirująca – nie jest biblijna.
Bo według Pisma Świętego wiara nie polega na „jakby”, ale na relacji z Bogiem, który się objawił. Wiara to zaufanie Bogu – nie idei dobra, nie sumieniu, nie abstrakcji – lecz osobie. Biblijna wiara to uznanie Boga jako prawdy, przylgnięcie do Jego Słowa i oddanie życia Temu, który nas kocha i zbawia.
Dla Petersona wiara to akt odwagi w obliczu absurdu.
Dla Biblii wiara to odpowiedź na głos Boga, który przemówił przez Chrystusa.
Więc choć Peterson wzywa do szlachetnego życia i „wiary” w to, co najwyższe – jego wiara kończy się na progu objawienia. Nie przekracza granicy, za którą człowiek spotyka Boga twarzą w twarz.
To nie tyle zaufanie Bogu, co zaufanie idei Boga – a to zasadnicza różnica.
Na czym polega sens życia według Jordana Petersona?
Peterson nie mówi o sensie życia w sposób wyłącznie religijny. Mówi o nim egzystencjalnie — jako o wezwaniu do przyjęcia odpowiedzialności. Według niego, życie nabiera sensu, gdy człowiek przestaje skupiać się na sobie i zaczyna nosić swój krzyż — nie w znaczeniu mistycznym, lecz praktycznym: znosić trudności, opiekować się innymi, mówić prawdę, nie uciekać od cierpienia.
Nie znajdziesz u niego fraz typu „oddaj życie Jezusowi”, ale usłyszysz:
„Znajdź największe brzemię, jakie potrafisz unieść — i unieś je.”
„Poświęć się temu, co dobre — nawet jeśli to kosztuje.”
„Wybieraj drogę, która ma sens, nie tę, która jest łatwa.”
W takim myśleniu sens życia przypomina wewnętrzne powołanie do heroizmu — do walki o dobro, prawdę i pokój, zaczynając od własnego wnętrza i rodziny.
Peterson nawiązuje do chrześcijaństwa — zwłaszcza do krzyża, ofiary i zmartwychwstania — ale odczytuje je psychologicznie. Krzyż staje się symbolem przyjęcia cierpienia. Ofiara – drogą do sensu. Zmartwychwstanie – metaforą wewnętrznej przemiany.
Dla Petersona sens życia to: mówić prawdę, żyć odpowiedzialnie, składać ofiary na rzecz większego dobra, i nie poddawać się cynizmowi ani nienawiści.
Ale w tym wszystkim brakuje jednego kluczowego elementu chrześcijaństwa: łaski.
Bo w chrześcijaństwie sens życia nie polega na tym, że człowiek sam się podnosi i buduje lepszy świat. Sens życia zaczyna się, gdy człowiek spotyka Boga, który go kocha, ratuje i przemienia. Nie tylko niesiemy krzyż — idziemy za Tym, który pierwszy go niósł.
Dla Petersona sens to przejęcie odpowiedzialności wobec chaosu.
Dla Biblii sens to odpowiedź na miłość Boga, która nadaje nowy cel i tożsamość.
Nie „ja znajdę sens przez walkę” — lecz „w Nim było życie, a życie było światłością ludzi” (J 1:4).
Peterson może pomóc człowiekowi zrozumieć potrzebę sensu. Ale tylko Ewangelia pokazuje, że sens ma imię i twarz — Jezusa Chrystusa.
Czy Peterson uważa siebie za chrześcijanina?
To jest ten punkt, który wywołał kontrowersje podczas tej debaty, gdyż Jordan Peterson nie chciał odpowiedzieć na to pytanie.
Jordan Peterson nigdy jednoznacznie nie zadeklarował: „Jestem chrześcijaninem” w klasycznym, biblijnym sensie tego słowa. Jego odpowiedzi na to pytanie są złożone, pełne napięcia, a czasem wręcz celowo niejednoznaczne. Można powiedzieć, że oscyluje wokół chrześcijaństwa, ale nie wchodzi w jego centrum.
Czasem sugeruje on, że wierzy w Boga jako ideał moralny, archetyp najwyższej wartości. Innym razem emocjonalnie odnosi się do osoby Jezusa — ale nie jako Zbawiciela w sensie nowotestamentowym, tylko jako wzór doskonałego człowieka, który wciela prawdę i ofiarę.
Peterson szanuje chrześcijaństwo głęboko. Studiuje Biblię, odwołuje się do postaci Jezusa, analizuje symbole wiary. Ale robi to psychologicznie, nie duchowo.
Dla niego chrześcijaństwo to najgłębsza opowieść o ludzkim życiu, kody kulturowe i archetypy moralne, uniwersalne prawdy zakorzenione w micie i psychice.
Jednakże nie mówi o grzechu, pokucie, zbawieniu przez wiarę w Chrystusa jako osobistej rzeczywistości. Raczej mówi o wewnętrznej przemianie człowieka przez zmaganie się z cierpieniem i odpowiedzialnością — co może być „chrześcijańskie” w sensie kulturowym, ale nie w sensie biblijnym.
Widzimy z tego wszystkiego, że z pewnością Jordan Peterson nie uważa się za chrześcijanina w rozumieniu klasycznym lub biblijnym.
Nie wyznaje wiary w Jezusa jako Zbawiciela. Nie mówi o nowonarodzeniu. Nie identyfikuje się z Kościołem ani z konkretnym wyznaniem.
Jednakże chrześcijaństwo jest mu bliskie intelektualnie i moralnie.
Widzi w nim największą głębię, porządek i prawdę, jaką ludzkość stworzyła — choć bardziej jako symbol niż jako żywą rzeczywistość objawienia.
Podsumowanie
Debata na kanale Jubilee rozczarowała wielu ze względu na to, w jaki sposób została sformułowana: ‘1 Chrześcijanin kontra 20 Ateistów’. Słuchacze owej debaty oczekiwali obrony wartości chrześcijańskich ze strony Jordana Petersona. Jednakże końcem wszystkiego było ‘Jordan Peterson kontra 20 Ateistów’.
Od samego początku było dużo ‘zamieszania’ z powodu rozbieżności w rozumieniu definicji i pojęć pomiędzy dwoma stronami debaty.
Podczas, gdy zaproszeni ateiści starali poruszali się w granicach chrześcijańskiego światopoglądu, Jordan Peterson poruszał się w granicach jego własnego światopoglądu. To wszystko czyniło debatę niemożliwą.
Problemem nie są wierzenia Jordana Petersona, gdyż ma prawo wierzyć w cokolwiek chce. Problem jest to, że przyszedł na debatę jako chrześcijanin, przynajmniej tak był zapowiedziany przez organizatorów, a podczas debaty reprezentował swoje własne stanowisko.
Z tego powodu wiele osób mogło poczuć się oszukanymi. Nie przyszli oni tutaj słuchać koncepcji Jordana Petersona, ale obrony biblijnego światopoglądu.